3 gazeta.furlandia.net KULTURA lipiec 2006 r. Gazeta Furlandzka
Do 2 strony Do 4 strony
Powrót po latach... czy udny ?
Konkurs literacki w Plegolalu powrócił po pięciu latach
Kaworu Nagisa

  Zasiadając do tego artykułu wiedziałem, że chcę zebrać opinie różnych osób, które miały jakieś pojęcie o Drugim Dreamlandzkim Konkursie Literackim, zorganizowanym przez wydawnictwo Plegolal. Wszystko wskazuje na to, że konkurs okazał się sukcesem i choć powrócił dopiero po pięciu latach, to udowodnił, że są jeszcze osoby piszące prozę, które z chęcią sprawdzają swoje możliwości pod okiem jurorów. Zabrakło niestety poezji, co wskazywać może na to, że Euterpe było ostatnim bastionem mniej lub bardziej doświadczonych eksperymentatorów poe- tyckiego pióra, jakże różnego od tego, którym wojuje prozaik. W konkursie udział wzięło osiem osób, z czego z pewnością jeden był obcokrajowcem. Trudno orzec, co do trzech osób, których nazwisk nie ujawniono, ale podziękowano im za udział w konkursie.

  Plegolal tym konkursem wydał z siebie najpewniej wcale nie ostatnie tchnienie. Być może tchnienie stanowiące prolog do odrodzenia się Plegolalu - jednej z legend Dreamlandu. Czy nowy opiekun wydawnictwa okaże się być równie charyzmatyczny, wymagający i wprawiający trybiki w ruch, jak Bzerolek de Kakuć? Z pewnością przekonamy się o tym w ciągu najbliższych kilku miesięcy, bowiem wydawnictwo otworzyło sobie właśnie wrota ku nowym autorom i z pewnością będzie próbowało teraz pozyskać ich kolejne prace. Jeżeli tego nie zrobi, to będzie chyba można mówić o niewykorzystaniu wielkiej szansy, jaką daje konkurs.
Pierwszej z pomniejszych możliwości wydawnictwo zdaje się już nie wykorzystało (aczkolwiek może jeszcze nas tym zaskoczy). Publika domagała się obszerniejszych informacji, aniżeli protokół z posiedzeń jury, który nie dość, że był chłodny i nijaki, to jeszcze zawierał minimum informacji. Przyrównać to można do zespołu muzycznego, który wydając DVD z nową płytą nie dodaje materiałów nagranych w studio, niewykorzystanych utworów, wywiadów z twórcami czy zapisów z koncertów. Wówczas zespół nie działa w sposób marketingowy, to raz. A dwa, że zawodzi swoich fanów i schodzi ze sceny bez ukłonu, a tylko mruga nieznacznie powieką. I tego na pewno zabrakło. W jury zasiadał Bzerolek de Kakuć - członek "panteonu" legend Dreamlandu - i jako, że w rzeczywistości z powodzeniem wydał już drugą książkę, to tym bardziej młodym twórcom jego ocena mogłaby być bardzo przydatna. Ani twórcy, ani publika nie wiedzą, dlaczego opowiadania otrzymały takie, a nie inne nagrody lub wyróżnienia (prócz wyróżnionego tekstu Pana de Ramy). W momencie ogłoszenia wyników próbował się o to wykłócać Luke Woody, który dość jasno dał obecnemu opiekunowi Plegolalu, Edwardowi Kriegowi, do zrozumienia, że uzasadnienie powinno zostać podane do informacji publicznej, z czym się zresztą zgadzam. Zgadzam się, i jako czytelnik i jako twórca i jako uczestnik konkursu. "Opinia publiczna powinna poznać uzasadnienie przyznania miejsc. Tak samo, jak uzasadnia się wyrok w Sądzie, tak samo wyniki tak dużego konkursu powinny zostać uzasadnione" - mówi Paweł von Gratz, obecny Minister Kultury i Nauki.
Na czym bowiem polega konkurs? Jedni zgłaszają swe prace i nazywa się ich uczestnikami. Inni je oceniają i nazywa się ich członkami jury. Pracę zgłaszać powinno się dla zabawy, nie dla chęci wygranej, bo jest oczywistym, że w jury zasiadać mogą "osły i matoły", które zamiast dać - być może wybitnemu - pisarzowi szansę, to mogą ją odebrać. Zatem nagroda lub jej brak, niewiele oznaczają. Co przedstawia wartość? Uwagi i komentarze. Wówczas możemy skorzystać, ustosunkować się, spostrzec błędy lub odeprzeć krytykę ufając, że gust oceniającego był skrajnie różny i odmienny. A w sytuacji, w której uzasadnień, rad i komentarzy brak, cóż może począć młody autor? Nie wie nawet, co mógłby zrobić, by swój warsztat pisarski rozwinąć czy ulepszyć lub by pisać bardziej pod kątem tego jury (co przecież też może być obraniem jakiejś drogi dla młodego literata). Rozdano nagrody, rozdano dreamy (całkiem zresztą bezwartościowe) i autorom tak naprawdę nie dano nic, prócz możliwością publikacji. A szkoda, bo chyba samą swoją pracą choć na kilka zdań komentarza i uzasadnienia sobie zasłużyli...

  Pisarz zdaje się nie istnieć bez czytelnika. Sporem wręcz filozoficznym jest, czy to czytelnik tworzy pisarza czy też pisarz jest pisarzem sam z siebie. Podobnoż pisarz pisze, by inni go czytali. A czy pisze również dla siebie? Z pewnością, musi bowiem osiągać jakąś satysfakcję. Rozmawiając z obserwatorami konkursu zetknąłem się z opinią, że konkurs mobilizuje do pisania prac. Lecz, czy prace pisane Na Konkurs będą pracami równie wartościowymi, które pisze się pod wpływem chęci i natchnienia? Marszałek Dworu, Paweł M. Milewski, tak mówi o zaletach konkursu:"Myślę, że konkurs przyczyni się do aktywizacji nowych osób na scenie literackiej". Czy wobec tego potencjał, który objawił się w Dreamlandzie zostanie w odpowiednim momencie pochwycony i należycie wykorzystany?

  Jak ocenia się pracę Plegolalu? Józef Kalicki, obecny Minister Finansów i Gospodarki uważa, że "Plegolal nie robi nic w celach promocyjnych". Pan Minister dodaje: "Gdyby nie Wielka Księga Dreamlandu, nowi obywatele mogliby w ogóle nie wiedzieć, że Plegolal istnieje". Czy faktycznie Plegolal jest tak mało znany? Konkurs był reklamowany na liście dyskusyjnej Dreamlandu, link do wydawnictwa znajduje się na głównej stronie Królestwa, od czasu do czasu można znaleźć jego reklamę. Jakby w opozycji do zdania Ministra, stoi Paweł Milewski, który uważa Plegolal za wydawnictwo prestiżowe. Z kolei obecny Minister Pracy, Mateusz Żukowski uważa, że "nie spotkał się z reklamą Plegolalu, prócz tej związanej z konkursem, ale Plegolal to marka, której nie trzeba reklamować". Pan Mateusz dodaje, że "obecne władze wydawnictwa tak właśnie siebie traktują". Pytanie tylko, czy podobnie traktują ich nowi mieszkańcy. Yelonek Rogacz, obecny Książę Furlandii, na zadane pytanie odpowiada tak: "nie uważam, żeby Plegolal był czymś tak szczególnym, by należało o nim specjalnie informować akurat młodych obywateli. A na liście dyskusyjnej pojawiają się Plegolalu reklamy". Na temat promocji wydawnictwa oraz samego konkursu wypowiada się również Server Revres: "No trochę szumu było. Choć szczerze mówiąc, jest to chyba jedyna taka akcja Plegolalu w dość długim ostatnim czasie".Natomiast Paweł von Gratz, obecny Minister Kultury i Nauki, poproszony o ocenę wydawnictwa mówi: "Młodych owo wydawnictwo niekoniecznie przyciąga, gdyż jest ono zbyt statyczne i doniosłe według mnie, choć niekoniecznie muszę mieć rację".

  Pisarz potrzebuje czytelnika. Ilu zatem czytelników mają pisarze, których wyróżniono w konkursie, o którym JKM Paweł I mówi tak: "Konkurs udowodnił, że ewidentnie jest zapotrzebowanie na słowo pisane i wrażenia estetyczne". Dreamlandzki monarcha mówi również o "olbrzymim sukcesie, którego nikt się nie spodziewał". Jakby potwierdza te słowa Paweł von Gratz: "Moim zdaniem, poezja nie jest dla Dreamlandczyków ciekawym środkiem wyrazu. Wydaje mi się również,
I taki sukces niewątpliwie nastąpił, choć to sukces, który pozwala literaturze dreamlandzkiej postawić pewny i mocny pierwszy krok na nowej drodze. Potrzebne są kolejne kroki, by iść dalej. W innym wypadku, pozostanie się w tym samym miejscu, aż nogi ścierpną, zesztywnieją i staną się niesprawne. Król wspomina również o czytelnikach i pisze tak: "Widzę przed nami prawdziwy renesans literacki i czekam na niego z niecierpliwością, również jako czytelnik spragniony nowych wrażeń". Co prawda nie udało mi się zdobyć informacji, czy Król przeczytał zwycięskie prace, ale tuszę, że tak właśnie się stało (tym bardziej, że w sierpniu 2002 roku na łamach Tygodnika Morlandzkiego, jeszcze jako Pavel Svoboda, podsumowywał stan literatury dreamlandzkiej). Jednakże Król wydaje się być w swym zdaniu osamotniony. Osoby, z którymi rozmawiałem przeczytały jedną, może dwie z pięciu opublikowanych prac. I o ile możnaby to zrozumieć, gdyby każde z opowiadań miało długość "Trzeciego człowieka" Medgara de Ramy (opowiadanie znacznie przekroczyło dopuszczalną przez regulamin konkursu długość), to trudno w przypadku opowiadań, które nie mogły przekroczyć czterech stronnic Worda, czcionką 12-tką. Prace raczej krótkie, treściwe. Dlaczego zatem czytelnicy nie zapoznają się z nimi? Józef Kalicki wyjaśnia to następująco: "Nie czytałem z powodu ograniczonego czasu w ostatnich dniach" i dodaje, że chciałby je przeczytać. Spytany o to, czy nie obawia się podobnej reakcji innych potencjalnych czytelników, odpowiada: "Nawet, gdy ktoś nie znajdzie czasu dziś, ale będzie wiedział, że książkę w Plegolalu znajdzie, to może wróci jutro lub pojutrze i w końcu ją przeczyta". Tylko, co jeżeli czytelnik zapomni? Dlaczego czytelnicy nie sięgają z taką pasją, z jaką sięga dreamlandzki monarcha? Czytać literaturę trudniej jest, niźli roztaczać bitwy na listach dyskusyjnych i okazyjnie przenosić je w sądowe plenery? A może poziom prac był zbyt niski? Istnieje również możliwość, że zdanie osób, które użyczyły go do tego artykułu, nie odzwierciedlają prawdziwej sytuacji i czytelnicy czytają więcej, aniżeli góra dwa opowiadania.
Niektórzy mieszkańcy czy obserwatorzy dreamlandzkiego życia nie są zbyt zainteresowani literaturą. "Szczerze mówiąc, nie przepadam za literaturą i sam DKL nie interesował mnie zbytnio" - mówi nam Paweł von Gratz, obecny Minister Kultury. Podobnie małe zainteresowanie przejawia Konrad 2 Mazowiecki, burmistrz jednego z weblandzkich miast: "No więc, przyznam szczerze: jeszcze nie zajrzałem do opowiadań, ale przewinęło mi się przez pocztę kilka wiadomości na ten temat". Czy zatem prawdziwe okazują się słowa Mateusza Żukowskiego, który mówi: "Pisarze tak naprawdę nie tworzą (przynajmniej nie powinni tworzyć) swych dzieł dla mas, bo literatura to nie kino, na którym trzeba zarobić. Literatura niesie przesłanie dla tych, którzy chcą ją czytać". Ten sam mieszkaniec daje nadzieję pisarzom: "Uważam, że literatura w Królestwie trafia na chłonnych odbiorców, bo sam konkurs literacki doczekał się bardzo wielu komentarzy na liście dyskusyjnej, w przeciwieństwie do wielu innych inicjatyw, które tak naprawdę nie znajdują zainteresowania. Dreamlandczycy lubią czytać". A jak udowadnia konkurs, pisarze lubią pisać. Być może, zatem, jest szansa na odrodzenie się rynku wydawniczego.

  O dreamlandzkim rynku wydawniczym - przed konkursem - mówiło się niewiele. Teraz mówi się troszeczkę więcej. Pisze o nim Król: "widzę przed nami prawdziwy renesans literacki", dla Gazety mówi o nim również Józef Kalicki.

Gazeta Furlandzka: Czy uważa Pan, że taki stan rzeczy (gdzie czytelnik czyta nie więcej jak 2 spośród 5 opowiadań) może sprzyjać rozwojowi rynku wydawniczego?
Józef Kalicki: Mówimy o rynku wydawniczym, który de facto nie istnieje. W tej chwili jest w zasadzie tylko Plegolal. A monopol nigdy nie jest dobry. Gdyby pojawiła się prężnie działająca konkurencja, to może byśmy mieli do czynienia z poprawą tego rynku.

  Jednakże poza tymi nielicznymi "wpadkami", mieszkańcy Dreamlandu jakby nie kwapią się do takich rozmów. Czaty wciąż wypełnia atmosfera przeciętnych żartów i semi-bezproduktywnej atmosfery. Rozmów, z których niewiele wynika.
Pana Józefa spytałem również o to, co powinien teraz zrobić Plegolal.

Czy uważa Pan, że wydawnictwo Plegolal powinno teraz iść za ciosem? A jeżeli tak, to jaki cios powinno wyprowadzić i w co uderzyć?
Oczywiście najlepiej by było, gdyby Plegolal poszedł dalej i nie poprzestawał tylko na jednym konkursie, który odbywa się raz na kilka lat. Doszły mnie słuchy, ze następny konkurs jest w planach za rok, więc do tego czasu możnaby urządzić jakieś mini-konkursy trzymające się ściśle jednego gatunku lub co miesiąc udostępniać za darmo jedną pracę, będącą w zbiorach Plegolalu. Sprawić, by ludzie zaczęli nie tylko dostrzegać literaturę, ale także ją tworzyć.


  W końcu, poprosiłem o wzięcie udziału w małej zabawie, w której postawiliśmy się w roli dwóch właścicieli wydawnictwa Plegolal, którzy decydują o jego najbliższej przyszłości.

Jako jeden z dwóch właścicieli, zaproponuję Panu dwie rzeczy. Pierwsza, to dotarcie do autorów, którzy skorzystali z konkursu i zostali nagrodzeni lub wyróżnieni, by zaoferować im stałą współpracę. Druga, to ogłoszenia z informacją, że Plegolal poszukuje autorów prozy i poezji. Co Pan, jako współwłaściciel wydawnictwa, na to?

Zaproponowałbym rozwinięcie drugiej propozycji. Nie tylko ogłoszenie dot. poszukiwania autorów, ale również ogłoszenie dot. nowych konkursów. Otóż, jako właściciel, musiałbym poszukiwać stałych współpracowników, ale jednocześnie jestem przekonany, że szybciej znajdzie się osoba, która zaangażuje się w konkurs, niż osoba, która propozycję współpracy przyjmie, bo to oznacza działanie niejako pod presją lub pisanie na siłę. Konkursy pozwalają wydawnictwu (niemal za darmo) zdobyć najlepsze prace, wyłonić osoby, z którymi można współpracować, przy jednoczesnym zachowaniu atmosfery konkursowej zabawy. I jestem przekonany, że tym lepsze będą prace, im większą przyjemność będą czerpali uczestnicy z pisania.


  Zabrakło poezji. Na konkurs zgłoszono tylko jedną pracę (wiersz lub zbiór wierszy), która z racji braku konkurencji - jak wyjaśnia jury - nie została nagrodzona. Co prawda zastanawia, że nie przyznano chociaż wyróżnienia za jedyną próbę przekazania myśli poetyckiej, ale taka była decyzja jury. Dlaczego proza wybiła się wysoko ponad poezję? W końcu jeszcze niedawno w Królestwie istniało literackie pismo "Euterpe", które prezentowało po kilka wierszy w każdym numerze. - Ludzie nie chcą,
że proza jest łatwiejsza do pisania, a do poezji trzeba mieć wenę, o którą trudno...". Czyżby zatem Dreamlandczykom brakowało weny i natchnienia? Pierwszy konkurs literacki Plegolalu został zdominowany przez poezję. Czyżby przez ten czas Dreamland aż tak się zmienił? Być może. - Nie sądzę, by brakowało weny. Opowiadanie Sykstusa Boruty jest, moim zdaniem, bardzo poetyckie - mówi Yelonek Rogacz, stojąc jakby w opozycji. Książe Furlandii spytany o powody takiego zaniku poezji w stosunku do pierwszej edycji konkursu, odpowiada: "Nie mam na ten temat żadnej teorii". Czegóż zatem zabrakło? Co sprawiło, że poetów wyparli prozaicy? Być może dowiemy się tego z następnego konkursu wydawnictwa Plegolal (lub innego wydawnictwa), który pokaże, czy był to jedynie "wybryk".

  Jak się ma pierwsza edycja do drugiej? W pierwszym konkursie pierwsze i trzecie miejsce oraz jedyne wyróżnienie zajęły zbiory poezji. Drugie miejsce zajęło opowiadanie Edwarda Kriega. Pierwsze miejsce na podium zajął Łukasz Pietraczuk (lingwista, poeta, dramaturg) i - jak czytamy w komentarzu do jego dzieła - czerpał m.in. z japońskiego haiku. O dziwo, w drugiej edycji drugą nagrodę przyznano opowiadaniu, które również nosiło znamiona kultury dalekiego wschodu. Dalej wspomniane już opowiadanie Edwarda Kriega osadzone w świecie królów, senatorów i kardynałów. A przecież w drugiej edycji konkursu wyróżnienie zdobył Paweł Milewski i znów komentarz Plegolalu mówi nam o kontynuowaniu drogi wytyczonej niejako przez Kriega. Drogi, która wprowadziła realia v-świata na prozatorskie trakty. Wyróżnienie w pierwszej edycji konkursu zdobył Paweł3M za, faktycznie wyjątkowy, tomik poezji. Poezji zabawnej, humorystycznej i absurdalnej. I choć nawiązanie nie jest tak duże, to jednak pomiędzy pracą "Wpadka", a wierszami Pawła odnaleźć można podobieństwo. Co ciekawe, jeden z wierszy Pawła przepowiada jakby powstanie humorystycznej niegdyś i stroniącej do politycznej batalii o władzę, Partii Szachów i Pionków. "Pomogą wymyślić taktykę. Gdy Szach da szach mat Matowi" - pisze Paweł w wierszu zatytułowanym "Pieśń wschodnia" (znów akcent wschodni).
Na sam koniec, kamolizm. Do prozy Marcina Kamoli przyrównano opowiadanie "Karma syndrome" (II edycja DKL). Jednakże i Paweł zbiór swych wierszy otwiera wierszem "Mucha" (I edycja DKL), a przecież pierwsza wydana w Plegolalu książka Kamoli to nic innego, jak "O muchach i smokach". Czyżby pewna niezamierzona zbieżność?

  Opowiadania konkursowe to prawdziwa feeria barw i gatunków. Niczym tęcza po długo oczekiwanym deszczu i słońcu. "Trzeci człowiek" to opowiadanie napisane bardzo specyficznym, nieco dziwacznym, ale działającym na wyobraźnię językiem. "Novigradzki wieczór" nosi znamiona kryminału, opowieści, w której wszystko zaczyna się i kończy na tajemnicy. Jest śmierć, jest Wandystan i jest Bractwo. Jednakże nawet te, zdawałoby się, sensacyjne elementy nie pchnęły opowiadania wyżej, aniżeli do wyróżnienia. "Wpadka" - wesoło pląsająca opowieść o dziewczynce, która poza tym, że widzi drzewa, Pory (lecz nie roku) i kakuckie kurczaki, to traci atrybut kobiecości w postaci piersi, gdy zamienia się ciałem z mężczyzną. Zabawnie, całkiem płynnie napisane, wypełnione kilkoma soczystymi metaforami. Dziw bierze, że tylko wyróżnienie. Może przez warsztat. "Oni i my", które jest troszkę patetyczne, ciężkie w atmosferze, ale przemienia się w to, co każdy chłopiec kocha i lubi najbardziej - w wojnę. Porusza problem miłości u tych, których stać na czyny budzące odrazę. I może tylko ja mam wrażenie, że co najmniej od czasu oświęcimskiego obozu i jego komendanta, który był wzorowym mężem i kochającym ojcem, ten temat stracił na aktualności. Aczkolwiek, wciąż jest ciekawy. "Karma syndrome" - ostatnie opowiadanie, którego recenzować nie mogę, bo jest moje w całej swej rozciągłości. Udało mi się jednak wybrnąć jakoś w tej sytuacji. Przy okazji dreamlandzkich obchodów 1 lipca spotkałem Szymona Nowickiego, którego zachęciłem do zapoznania się z pracami konkursowymi. Ten spontanicznie zinterpretował właśnie moje opowiadanie. Postanowiłem zatem interpretację wykorzystać, gdyż w mym przekonaniu ukazuje, jak różnie można rozumieć jedno dzieło, a przy okazji - jest wyśmienitą i naturalnie stworzoną recenzją. "Czasem wyjaśnienia są bardzo szczegółowe, jak w opowieściach dla dzieci, ale krojenie w poszukiwaniu organów... powiedziałbym, że to jak bajka dla dorosłych. Podoba mi się element sekty, pokazuje obraz dzisiejszego społeczeństwa. Śmierć dostarcza rozrywki, zupełnie jak w starożytnym Rzymie. Widzę, że wśród mieszkańców Karmaxii nie było chorób... nie chorowali, bo zawsze coś ich zabijało. Według mnie, karma to definicja władzy - wszyscy jej pożądają, ale ona zawsze okazuje się być zgubna". Po pewnym czasie, Pan Nowicki dodaje: "Widzę w tej opowieści karykaturę dzisiejszego społeczeństwa. Każdy dąży do jednego celu, który może okazać się dla niego zgubny. Opowiadanie momentami brutalne, jednak z opisami jak z bajki. Każdy rozdział kończy się tajemniczo". Ja zaś dodam tylko, że po przeczytaniu innych prac i ponownym przeczytaniu swojej, nie mam pojęcia, dlaczego akurat to opowiadanie zajęło najwyższe z przyznanych miejsc. I tym bardziej żałuje, że uzasadnienia po prostu brak.

  Wielu obserwatorów konkursu nie mogło ocenić poziomu prac, gdyż nie przeczytali nawet połowy z nich. Jednakże jeden z moich rozmówców, Server Revres, przeczytał wszystkie prace poza "Trzecim człowiekiem" Medgara de Ramy. Spytany o poziom konkursu, odpowiada prosto: "średni". Poproszony o ocenę prac, wypowiada się surowo: "Po prostu poziom tych prac, może oprócz p. Nagisy i p. Jubei, nie jest zbyt wysoki. Zresztą nawet te dwie prace nie są według mnie szczytami formy pisarzy". Mój rozmówca dodaje: "Zauważyłem, że proza była tworzona jako real-dreamland, co wychodziło... bardzo kiepsko". Spytany, dlaczego nie zgłosił swojej pracy wydaje z siebie cichy jęk i mówi: "W Królestwie Dreamlandu praktycznie rzecz biorąc mnie nie ma". Poinformowany o tym, że i tak mógł zgłosić swoją pracę, dodaje: "Szczerze? Nie miałem na niego ni czasu, ni chęci. Mam osobiście ważniejsze sprawy, niż drugie edycje DKLu".
Czy Plegolal pójdzie za ciosem II edycji Dreamlandzkiego Konkursu Literackiego? Czy rynek wydawniczy wchodzi faktycznie w epokę renesansu, jakby tego sobie życzył obecny monarcha, pisarz i historyk, Paweł I? Czy powstanie konkurencyjne wydawnictwo i Plegolal przestanie być monopolistą? I co na to odpowie Ministerstwo Kultury? Przekonamy się o tym już niebawem.


P.S. Pragnę podziękować wszystkim tym, których wypowiedzi złożyły się na ten artykuł. Wiem, że w sztuce dziennikarskiej to normalne, że wykorzystuje się odpowiedzi innych, ale bez nich ten artykuł po prostu nie mógłby powstać i być tak obszerny. Jeszcze raz, dziękuję.
Skomentuj

    - 3 -    
Do 2 strony Do 4 strony