3 gazeta.furlandia.net KOMENTARZE WYDARZENIA OPINIE sierpień 2006 r. Gazeta Furlandzka
Do 2 strony Do 4 strony
Niekażdy może być sarmatą
KL Morvenau - Czyli sarmacki obóz śmierci
Kaworu Nagisa
  Początkowo redakcja Gazety Furlandzkiej chciała wystosować oficjalne pismo potępiające KL Morvenau, o którym dowiedzieliśmy się z Bramy Sarmackiej na głównej stronie Księstwa Sarmacji. Konsternacja i tak zwany brak słów nie pozwolił nam na opracowanie takiego tekstu w ciągu dnia czy dwóch. Później było już za późno, gdyż sarmacki Książe usunął informacje z Bramy. W tym miejscu pragnę podziękować Księciu za przekazanie nam usuniętych treści, bez których przygotowanie tego nietypowego artykułu nie byłoby możliwe.

  Nie potrafiłem napisać tego artykułu na gorąco, gdyż szczerze zszokował mnie widok obozu koncentracyjnego - nowego pomysłu na zabawę (tak, zabawę) w świecie mikronacji Sarmatów. Równie szokujące były słowa cytowane w Bramie Sarmackiej "Ludzie ludziom zgotowali ten los". Nie poznałem chyba jeszcze osoby, która przy "Medalionach" Nałkowskiej choć raz nie odwróciła głowy od książki. Lektura szkolna, jakże prawdziwa, wstrząsająca, pozostająca w pamięci i bardzo trudna, jeżeli tylko uświadomimy sobie, że dziś mamy szczęście bowiem żyjemy w tak zwanej wolnej Europie. Europie bez wojen, bez tego rodzaju konfliktów, bez masowych mordów, w końcu, bez obozów zagłady - miejsc, w których zginęły miliony ludzi za to, że byli ludźmi. Zwierzęta zarzyna się w rzeźniach, co potępiam nie mniej, aniżeli obozy śmierci, ale ludzie zabijają je, gdyż je jedzą i nie jest to nowy "wynalazek". Prawda, niemieccy naziści również wykorzystywali ludzkie zwłoki do czegoś. Ale różnica jest aż nadto oczywista, by ją teraz przedstawiać w gruntownej analizie przedmiotu.
  Za moment przeczytacie Państwo wiele wypowiedzi, który uzyskaliśmy od respondentów naszej gazety (bardzo im w tym miejscu dziękuję, gdyż tylko dzięki nim powstał tak niezwykły i interesujący artykuł) i będą to wypowiedzi bardzo różne. Wypowiadali się mieszkańcy różnych mikronacji. Byłem i jestem w konflikcie sarmacko-scholandzkim neutralnym obserwatorem i choć zapoznałem się z wypowiedziami twórców obozu i jestem skłonny zrozumieć, że chcieli stworzyć jakąś historię w mikronacjach, to nie umiem pojąć chociażby wykorzystania cytatu z książki Nałkowskiej. Jednocześnie, nie umiem przyjąć głupoty - tak, głupoty - twórców, którzy albo mają zbyt mało wyobraźni, by wyobrazić sobie, jak to jest być człowiekiem zniewolonym tak bardzo, że traktuje się go gorzej, niż psa, a jego życie mniejszą ma wartość od życia mrówki, której przyszło żyć w otoczeniu człowieka. Albo są zwyczajnymi idiotami, których należałoby umieścić na tydzień w obozie zagłady dbając tylko by nie umarli z wycieńczenia. Może wtedy ich świadomość tego, czym są obozy śmierci w historii ludzkości byłaby diametralnie inna. Bo nie idzie tu o budowanie historii świata mikronacji (w dodatku bez porozumienia z państwem, które się opisuje), lecz o przenoszeniu jednego z najgorszych, najbardziej odrażających i godnych potępienia zdarzeń z rzeczywistości. Doskonale wiem, że wizja mikronacji, które mają budować lepszy i piękniejszy świat przegrała, tak jak dziś Polska przegrywa na rzecz biurokracji, korupcji i ogólnego nieładu społecznego, politycznego, a nawet naukowego, ale ja z pewnością nie powiem temu "tak". Można rzec, że to sarmacka sprawa - to oni wystawiają sobie najgorsze świadectwo, a ten artykuł pozostanie tego dowodem dla tych i przyszłych pokoleń obywateli v-świata. Rzecz leży w tym, że takie występki Sarmatów nie są tylko sprawą sarmacką, lecz sprawą polskich mikronacji. Im więcej będzie takich inicjatyw, tym gorszego sumienia ludzie spędzać będą do mikronacji. Nawet nie dlatego, że to ich przyciągnie, ale dlatego, że odstraszy ludzi, którzy w takich rzeczach nie chcą brać udziału. A to, jak z budynkiem, w którym raz był pożar. Kupujący nieruchomość będzie wolał wybrać budynek bezpieczny, który w przeszłości nie płonął. Być może, już wkrótce, pozostałe mikronacje, które nie zgadzają się z taką wizją zabawy - jeszcze raz: tak, to zabawa! - v-kraje powinne porozumieć się i wspólnie zdecydować, jak przeciwdziałać takim inicjatywom. Tym bardziej, że stoi za tym sarmacki Kanclerz - wysoko postawiony urzędnik państwowy.
  Na zakończenie mojej części tego artykułu chciałbym odnieść się do słów Mandragora Winnickiego, przytoczonych przez Sarmatę, p. Kowalskiego, o takiej treści: "powinniśmy wywoływać spory ze Scholandią, aby zniechęcić Sarmatów do działalności w tym państwie i zachować kapitał, jakim jest aktywność mieszkańców" (cytat może nie być dokładnymi słowami Mandragora; ufam, że sens został zachowany). Cóż, drogi Mandragorze, najlepszym sposobem na zachowanie - jak to określono - kapitału, jakim jest aktywność jest sprawienie, by mieszkańcy byli tak zaabsorbowani własną ojczyzną i tak nią zafascynowani, że tylko od święta zechcą wystawić nos poza granice własnego państwa. Do tego, niewątpliwie, trzeba olbrzymiej pracy, wysiłku i stworzenia celu wyższego, aniżeli obóz zagłady godzący w Scholandczyków. Myślę, że wtedy prawdopodobieństwo prawdziwego patriotyzmu (nie zaś nawiedzonego nacjonalizmu) będzie znacznie wyższe i Sarmaci, miast szukać sobie wrogów, zajmą się budowaniem. Stwarzanie, zamiast niszczenia. Może warto się nad tym zastanowić.
  Poniżej znajdą Państwo wypowiedzi tych spośród respondentów Gazety Furlandzkiej, którzy zechcieli wypowiedzieć się w tym temacie. Respondentom przedstawiono informacje skasowane z Bramy Sarmackiej (jeszcze raz dziękuję Piotrowi Kozaneckiemu), które były podstawą wiedzy dotyczącej obozu. Jeszcze raz dziękuję mieszkańcom v-świata, którzy zechcieli dołączyć do grupy respondentów Gazety Furlandzkiej i wypowiedzieli się na potrzeby tego artykułu.
Życzę miłego czytania i życzę nam wszystkim, by v-światowa prasa po raz ostatni musiała zbierać materiał dotyczący takich właśnie wydarzeń.

Wypowiedzi respondentów przedstawiono w kolejności zgłoszonych opinii. Opinie poddano korekcie oraz zredagowano, jednakże nie zmieniono sensu wypowiedzi.

Kaworu Nagisa

Uważam, że to, co Sarmaci robią, to głupota... Po pierwsze szczycą się, że zajęli obóz, który i tak był opuszczony. Po drugie, ponieśli przy tym straty! Widać już, jaka jest najbardziej pokraczna armia świata... Ponieść straty przy zdobywaniu opuszczonego obozu.
Po trzecie mówią o jakimś legendarnym konflikcie ze Scholandią, która miałaby kiedyś być siedliskiem nazistów, chociaż wtedy nikt jeszcze nie miał nawet w planach tworzenia Scholandii... Sarmaci tworzą sobie bezwartościową historię i przy tym obrażają inne mikronacje... Głupota. I tyle mojego komentarza.

M. van Żukowski (Dreamlandczyk)

Nie po raz pierwszy Sarmaci w sposób podły próbują rozgrzać swoje i tak już nie najlepsze stosunki ze Scholandią. Żyjemy w świecie wirtualnym, jednak nie możemy do niego przenosić wszystkich wzorców z realu. Tworzenie tego typu v-obozów, jest KPINĄ oraz OBRAZĄ dla ofiar prawdziwych obozów. Zdecydowanie sprzeciwiam się tego typu działaniom Sarmacji, ponieważ nie po raz pierwszy są one dla całego v-świata haniebne.

Artur Onacki (Scholandczyk)

Jest to kpina z ofiar II wojny światowej. Nawet jeśli nie było zamiarem twórcy (pomysłu o tym obozie) naśmiewanie się z historii Polski, to i tak coś takiego nie powinno mieć miejsca. Właśnie przez takie rzeczy czasem muszę się wstydzić, że jestem Sarmatą.

Szymon "Silent Man" Nowicki (Sarmata)

Oho. Znowu rzecz niczym wyjęta z mównicy Sejmu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Przede wszystkim nie jest napisane, o co dokładnie chodzi, choć wszyscy wiedzą, że o ten rzekomy, jak to i tak przedstawiono na rysunku, scholandzki "monarchofaszyzm", a nazizm jest tu mocno przesadzony. O ile można zrozumieć antagonizm sarmacko-scholandzki, o tyle nie można pojąć, czemu dochodzi aż do takich rzeczy. Akurat kto, jak kto, ale Scholandczycy są ostatnim narodem, który bym posądził o "lekkie odchylenie" imperialistyczne, a co dopiero faszystowskie. To w przymierzu z Sarmacją umierają dumne niegdyś państwa, a nie ze Scholandią. Może komuś się pomylił skrót? No fakt, jedno jest KS i drugie KS. Ale Scholandia nie ma zbyt wielu wpływów za granicą. Żyje sobie spokojnie swoim życiem i niezbyt ją cokolwiek obchodzi. Nie zajmują się byciem tak zwanym "mocarstwem", bo już nim są. Natomiast Sarmaci, pomimo, jak podają, największej liczby ludności, zdają się "starać" cały czas o ten status. Wygląda to jak walka o tę "mocarstwowość", a KL Morvenau jest tego przykładem.

Natomiast co do wypowiedzi o nierówności - poza jej "zaczerwienioną" tendencyjnością - jest tu dużo prawdy i to nie tylko o Sarmacji. W wielu v-państwach osoby, które już dostaną się do władzy, początkowo pracują, by potem przejść w zwyczajny letarg. Jak widzę, cała rzecz o KL Morvenau ma też być oceną prac różnych polityków. I jest to nareszcie ocena dobitna - tyle razy powtarzać politykom, że jak wśród ludu nie ma inicjatyw, to niech nie będą "trendy" i niechże coś zrobią. Szkoda jednak, że do takich właśnie przestróg używa się innego państwa. Wszak jest z pewnością wiele innych możliwości, które byłyby równie dobre.

A jeśli chodzi o opinię co do obrazka, to uważam, że tutaj Sarmaci przeszli samych siebie. Skoro widnieje czerwona flaga, to mamy rozumieć, że to nie Sarmaci wyzwalali obóz na własnych ziemiach? Czyli pamiętają, a tak właściwie, to nie widzieli go wtedy na oczy, bo wyzwalali go jacyś żołnierze spod czerwonego sztandaru? Rozumiem aluzję do historii Polski (aż się przypomina radziecka piosenka "W Buchenwaldie"), ale na miłość boską, czy naprawdę trzeba czerpać z tego, jak nasza realna ojczyzna sobie nie radziła? To już flag nie mieli? Poza tym - nikt nie broni się z wieżyczki. W to już nie wierzę. Skoro taki tam nazizm, to ktoś jednak powinien. A ten ich Konzentrationslager jest, jak widzę, w ciekawym położeniu. Coś w stylu linii zmiany daty. Z jednej strony słoneczko świeci, a z drugiej szaro, buro i ogólnie beznadziejnie.

Franciszek Józef II (Austro-Węgry)

Z wielkim zaciekawieniem przeczytałem wypowiedź Jaśnie Wielmożnego Księcia Sarmacji i nie ukrywam, że z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem na twarzy mojej pojawiał się coraz większy uśmiech, a w duszy zapanowało przekonanie sprawiedliwości dziejowej. Dziwne dla mnie jest jednak to, że sprawiedliwość ta nastąpiła tak szybko, oraz że stare przysłowie "Kto mieczem wojuje od miecza ginie" tak pięknie tutaj pasuje. Skąd takie moje zdanie? Już spieszę z wyjaśnieniem, ale czytelnicy znający niedawną zupełnie sprawę z wypowiedzeniem wspólnej mapy, wchłonięcie Wandystanu i agresję na mniejszy kraj wiedzą doskonale o jaką sprawiedliwość mi chodzi. Książe Sarmacji pisze o zdradzie i doraźnych interesach niektórych, ważnych - dodajmy - obywateli Sarmacji. Zdrada to mocne słowo i Książe użył go świadomie. Ja nie zawaham się również użyć słowa zdrada do wypowiedzenia wspólnej mapy przez Sarmację. Czy również Sarmacją nie kierowało poczucie doraźnych zysków? A może nie mogąc znieść dominacji Królestwa Dreamlandu oraz Królestwa Scholandii po prostu chciała pokazać, że jest jednak ważna? Moim zdaniem i bez tego była ważna, a wszystkie intrygi i próby pozyskania na swoją stronę mniejszych państw nie wyszło na dobre Sarmacji. Celowo napisałem, że Sarmacja była ważna, gdyż teraz wszystkie działania na arenie międzynarodowej są brane z pewnością z wielkim dystansem i Królestwo Sarmacji nie jest już stabilnym partnerem do rozmów. Podobnie ma się sytuacja z fuzją Sarmacji i Wandystanu. Po usłyszeniu tej wiadomości od razu pomyślałem sobie, że to miód na serce wszystkim dostojnikom Sarmacji. Wchłonęli Wandystan i troszkę się dowartościowali. Sarmacja ma dążenia imperialistyczne i poprzez wszystkie swoje działania chce pokazać, że jest najważniejsza w mikroświecie jednak szkoda, że dąży do tego nie zawsze czystymi zagraniami.

W moim odczuciu sprawa pochłonięcia Wandystanu była od początku jasna. Chociaż było referendum i całe zamieszanie, to niestety nie wierzę, że gdyby obywatele Wandystanu opowiedzieli się przeciw fuzji krajów, to Sarmacja odpuściłaby. Poza tym ciekawe jest dlaczego, to Wandystan stał się częścią Sarmacji, a nie odwrotnie.
Odpowiedź chyba jest jasna... Dziwię się jednak władzom Wandystanu, że dali się tak łatwo ugłaskać i podporządkować się Sarmacji, która chciała pokazać przez to połączenie swoją siłę. Jakże więc ciekawa zaistniała sytuacja. Działania na arenie międzynarodowej w całości popierane przez Księcia Sarmacji obróciły się przeciw całemu kraju. Co jednak jest ciekawsze i było do przewidzenia - ludzie w tych działaniach uczestniczących zachowali się identycznie na swoim podwórku. Nie ukrywam, iż fakt ten cieszy mnie niezmiernie, bo teraz Książe Sarmacji będzie wiedział, że charakter ludzi nie zmienia się i jeśli dopuszczają się zdrady na arenie międzynarodowej lub takie działania popierają niestety tak samo działać będą w sprawach wewnętrznych państwa. Widać więc, że krzykactwo, skłonność do intrygi, nieuczciwość i szukanie zaczepki równie dobrze widać wewnątrz Sarmacji. Niestety, prędzej czy później wszystko musiało się odwrócić przeciw Sarmacji. Książe pisze: "Dzisiaj immunitety, własna izba parlamentu stojąca na straży nierówności i wreszcie układy obejmujące Trybunał Honorowy. Jutro niepokorni zostaną zapędzeni do Syriuszowych obozów pracy...". Jakże pięknie to brzmi: za zdradę do obozów pracy, niepokornych karajmy, może nawet wypędzajmy z kraju. A teraz drogi Czytelniku pragnę byś raz jeszcze przeanalizował całą moją korespondencję. Mnie nasuwa się tylko jedno stwierdzenie już wyrażone: kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Jakże świetnie widać teraz, że niedostrzeganie problemu zepsucia, popieranie awanturniczych działań i w końcu sytuacja w najwyższych władzach odzwierciedla działania międzynarodowe. Przecież ryba psuje się od głowy i dla mnie zupełnie niezrozumiałym jest, iż Książe pozwolił na coś takiego. Z drugiej jednak strony sam Książe popierał zepsucie i zachęcał do intryg, więc trudno się dziwić, że przybrało to takie rozmiary.

Dopiero sprawa z KL Morvenau otworzyła Księciu oczy. Teraz zapewne Książe wie, jak smakuje uczucie bycia zdradzonym. Naturalnym odruchem obronnym są działania, które Książe chce podjąć; zupełnie w moich oczach uzasadnione. Tylko czy teraz takie same działania nie powinny być podjęte przez Dreamland i Scholandię za zdradę? Decyzję pozostawiam Szanownemu Czytelnikowi.

Anonimowo (Scholandczyk)

Nie mam zbyt wielu własnych argumentów w tym sporze. Właściwie mogę się tylko odnieść do opinii innych osób. Zauważam po 2 główne argumenty zwolenników i przeciwników uznania KL Morvenau. Np. Mandragor Winnicki twierdzi (nie wiem, na ile poważnie), że powinniśmy wywoływać spory ze Scholandią, aby zniechęcić Sarmatów do działalności w tym państwie i zachować kapitał, jakim jest aktywność mieszkańców. Myślę jednak, że opisy KL Morvenau nie oburzą Scholandczyków. A poza tym, np. ja od dawna interesuje się Scholandią właśnie z powodu stereotypowej wrogości. Inni, z Kanclerzem Skarbnikowem (dawniej Poleszczykiem) na czele, uważają, że taka historia nikomu nie przeszkadza, a urozmaica życie w Sarmacji. Zgadzam sie z nimi. P. Czekański jest przeciw obozowi, gdyż nie chce drażnić Scholandczyków. Jak już pisałem, nie sądzę, żeby to naprawdę im przeszkadzało. Np. p. Kozanecki i Książe argumentują, że to kpiny z holokaustu. To już bardziej uzasadniony zarzut, ale mnie nie wydaje się to jednak kpinami. P. Soboń natomiast nie zamierza w ogóle traktować poważnie historii przedinternetowej. I nie widzę w tym niczego złego.
Łukasz Kowalski (Sarmata)

Nie wiem, czy jako jeden z twórców idei KL Morvenau mogę zostać uznany za obiektywnego, tym bardziej, że owa grafika była mojego autorstwa. Wypowiem się tak - Jako twórca przedinternetowej historii Księstwa Sarmacji uważam, że KL Morvenau istniał. Tysiące Celtów oraz inteligentów Sarmackich zginęło na jego terenie. Zaprzeczanie jego istnienia, to policzek dla jego ofiar. Jednocześnie zaprzeczam stanowisku, które głosi, że istnienie obozu jest rozgłaszaniem wrogości wobec Scholandii. Jest tylko próbą dotarcia do bolesnej prawdy, jaką jest nasza (sarmacko-scholandzka) wspólna historia. Niestety niektóre kręgi polityków Sarmackich uznały, że można to wykorzystać do prowadzenia polityki wewnętrznej i zdyskredytować głównych głosicieli prawdy, którzy są głównie ich politycznymi przeciwnikami. Przeprowadzili oni kampanię ataków, która przekonała opinię publiczną, a nawet i Księcia, że głoszenie prawdy o KL Morvenau jest obrazą dla realnych obozów śmierci. Nie jest to prawda. Po pierwsze, KL Morvenau nie jest żartem, dowcipem czy czymś w tym rodzaju, tylko jak najbardziej poważną inicjatywą. Uważam także, że działanie na rzecz KL Morvenau może doprowadzić do zwiększenia świadomości jaką zbrodnią były realne obozy. Poza tym, jestem zwolennikiem odcięcia spraw realnych od wirtualnych, tak jak to przedstawił mój niedawno adoptowany syn Matwiej A. Skarbnikow-Radecki, (d. Maciej Poleszczyk). Nie należy łączyć tych dwóch spraw. Real to real, a Sarmacja to Sarmacja. Oczywiście, nie jest przeciwnikiem offtopicu na sarmackiej liście dyskusyjnej, ale uważam, że do spraw Sarmacji powinniśmy podchodzić, jako Sarmaci, a nie, jako Polacy. I tyle :)
M.Radetzky (Sarmata)

No więc, może i KLM powstało w umysłach kilku osób, ale jak szalonych. Takie listy, kiedy dostaną się w ręce scholandów (?), scholandystów (?) czy jak im tam, mogą wywołać wielką wojnę. Uważam, że takie opowieści historyczne powinno się tworzyć razem - nie osobno. Nie chodzi tu o grupkę ludzi, ale o kilka krajów, ew. narodów. Jakby to było, gdyby KD utrzymywało, że to Solardia zrobiła im w tych latach piekło, na to Solardia, że to Scholandia u nich wtedy była i z nimi walczyła, a PŚ, że wtedy żadnej mikronacji nie było? I jak tu się połapać? Naprawdę, powinno się coś zrobić z takimi występkami, przeprosić Scholandię i innych za to. Powinno się również ukarać osoby odpowiedzialne.

Konrad 2 Mazowiecki (Dreamlandczyk)
Skomentuj

    - 3 -    
Do 2 strony Do 4 strony